Najnowsze wiadomości

Metalowe reklamy, stare reklamy

Tin sign zamiast plastiku

Stare metalowe reklamy

Stare metalowe reklamy

Wiele osób przykłada wielką wagę do estetyki wnętrz. Dotyczy to z oczywistych względów na przykład właścicieli barów lub pubów, ale też każdego z nas, kto w swoim biurze, salonie czy kuchni, chce się po prostu czuć dobrze. Jednym ze sposobów na stylowe wykończenie wnętrza jest tin sign, czyli metalowa reklama, replika amerykańskiego oryginału z okresu „pre-PET”.

Dlaczego blacha?

Metalowe reklamy były popularne z bardzo prostego powodu: produkcja, nawet masowa, choćby tłoczonych reklam na arkuszu cienkiej blachy, była tania. Nanoszenie barwnego lakieru trwało krótko, a trzeba przecież pamiętać, że mówimy o czasach, kiedy o tworzywach sztucznych co prawda było trochę wiadomo, ale ich dostępność była ograniczona, a ceny bardzo wysokie. Metalowe reklamy powstały naprawdę dawno temu, ale masowo zaczęły się pojawiać w okresie późnego Wielkiego Kryzysu, kiedy Ameryka odbudowywała, a w zasadzie budowała swoją potęgę. Wiele z późniejszych reklam wykorzystywało motywy wojenne (sprzyjała temu chociażby mobilizacja związana z II Wojną Światową, a później wojną z Wietnamem). Dla wielu osób właśnie obrazy z tych reklam są prawdziwym amerykańskim snem.

Wyśnij sobie reklamę

Dziś metalowe reklamy przezywają swój renesans. Wykonane z olbrzymią wiernością repliki najsławniejszych reklam wszech czasów pojawiają się w domach, biurach i barach. Te ostatnie są szczególnie uprzywilejowane, bo choć na arkuszach blachy reklamowano dosłownie wszystko, to właśnie alkohole i wyroby tytoniowe korzystały z tin sign jako podstawowego środka przekazu medialnego (choć wtedy jeszcze się o „mediach” w dzisiejszym tego słowa znaczeniu niewiele mówiło). Tak czy owak, właśnie z tamtych reklam pochodzi wiele znanych motywów graficznych czy sloganów („Żadnej pracy w godzinach picia” – „NO WORKING during drinking hours” czy „nie możesz kupić szczęścia, ale możesz kupić wino, a to w zasadzie to samo – „You can’t buy happiness, but you can buy wine and that’s kind of the same thing”).

Klasyk nie musi być drogi

Oczywiście każdy z legendarnych tin sign doczekał się replik na tworzywach czy nawet papierze, ale nie da się ukryć, że to już nie to samo. Nie da się tworzywem sztucznym podrobić charakterystycznej powierzchni oryginalnych metalowych reklam. Takie metalowe plakaty, dziś najczęściej skalowane do rozmiaru 30 × 40 cm, mają w sobie coś magicznego. Może to oddech dawnych czasów, kiedy trzeba było czegoś więcej niż dobrej grafiki, żeby przyciągnąć klienta, a nie było nawet mowy o tym, żeby skakać mu do oczu kolejnym billboardem LED-owym, a może chodzi o to, że wiele z ukutych (czy raczej wytłoczonych) wówczas sloganów i motywów, stanowi w jakiś dziwny sposób podstawę współczesnej popkultury, która nie tylko wyznacza styl życia, ale jest także źródłem inspiracji wnętrzarskich.

Stare metalowe reklamy tin sign

Stare metalowe reklamy tin sign

Dobre repliki metalowych reklam są malowane kolorami zbliżonymi do oryginałów – wówczas technologia malowania metalu była zupełnie inna niż dziś, dlatego barwy sprawiają charakter wyblakły. Nadaje im to fajnej patyny, która sprawia, że tin signy pojawiają się wszędzie, również tam, gdzie niekoniecznie byśmy się ich spodziewali. Na pewno jednak warto rozważyć je jako prezent dla piwosza albo amatora wina, a już na bank któryś z nich powinien zawisnąć w „pracowni” domowego piwowara, gdzie – zupełnie przy okazji – warto postawić też klasyczne dla tamtej epoki – kamienne podstawki pod szklanki. Ich komplet razem z tin signem kosztuje około stu złotych, więc mniej niż często wydajesz na inne prezenty, a na pewno jest to oryginalniejsze niż większość wciskanych reklamami propozycji.

Wiadomość w Tematy warte uwagi

Tagi: |

Czytaj dalej

Czy warto kupować w supermarketach?

Gdy kupujesz, unikaj supermarkety!

Wielu domowych piwowarów i winiarzy swoją przygodę z produkcją trunku zaczyna od zakupów w hipermarketach. Krótki spacer po sklepie uświadomić Ci może, że w istocie, na półkach znajdują się wyroby najlepszych producentów, ale jest w tym haczyk.

Produkcja masowa

Jak zrobić piwo domowe?

Jak zrobić piwo domowe?

Jeśli produkujesz w domu piwo, to na pewno po części przynajmniej po to, by ominąć wątpliwą przyjemność poznawania smaku piw koncernowych. Zgoda, wśród tych ostatnich są lepsze i gorsze, są nawet takie w miarę smaczne, ale jednak wszystkie nadal mają wyczuwalną w smaku nutę wielkiego przemysłu. W przypadku wina jest nieco inaczej, choć też jest sporo winiarni produkujących wina niedopracowane albo nadmiernie uproszczone. Domowy wyrób alkoholi jest ucieczką w świat pełniejszych, bardziej wyrafinowanych smaków. Jednak nie jest to proste, jeśli produkcja będzie sprowadzała się do zmieszania koncernowych drożdży piwowarskich z koncernowym ekstraktem słodu i jeszcze butelkowaną wodą, która, nawiasem mówiąc, do produkcji piwa nadaje się najczęściej przeciętnie ze względu na dużą zawartość soli wapniowych i magnezowych.

Jednym słowem – domowy wyrób piwa stał się dla koncernów różnej maści sposobem, abyś z satysfakcją powitał ich produkty i smak, od którego chciałeś uciec. Sam wielokrotnie proponowałem Ci wykorzystanie koncentratów, brewkitów i innych gotowych produktów, a także drożdży. O ile jednak tych ostatnich niczym zastąpić się nie da, o tyle wszystkie „surowce” można stworzyć samodzielnie. Wymaga to co prawda sporo pracy i pewnych inwestycji, ale warto. Gotowce są doskonałe, żeby się nauczyć, ale nie żeby cieszyć się smakiem.

Haczyk może być w jakości

W hipermarketach często można kupić brewkity albo drożdże, a także akcesoria winiarskie znanych producentów. Kiedy spojrzysz na ceny, czasem możesz zauważyć, że są one nawet kilkakrotnie niższe niż w dobrych sklepach dla browarników i winiarzy. To jednak nie oznacza jeszcze, że to ostatnie mają olbrzymie marże i lepiej kupić coś w hipermarkecie. Po prostu do masowych odbiorców często trafia towar drugiej kategorii – mniej wydajne drożdże, brewkity popularniejszych smaków, ale jednocześnie takich, które trudno uznać za szczyt możliwości piwowara (i jednocześnie za szczyt marzeń piwosza). Właściwie tylko akcesoria mogą być takie same.

Samo logo producenta jeszcze o niczym nie świadczy. Wprawdzie i tak jest dobrze, skoro nie trzeba na to nakładać logo marki własnej, ale wiesz, jak jest – często nawet i bez tego producenci decydują się na udostępnienie w dużych sklepach nieco gorszych jakościowo produktów, a przecież oczywistością jest niemożliwość zrobienia dobrego piwa z kiepskiego brewkita i wina z chorych winogron.

Nie tylko reklama

Zgoda, poniekąd piszę to po to, aby zachęcić do zakupów w jednym jedynym sklepie z akcesoriami piwowarskimi, ale przede wszystkim chodzi o to, aby pokazać, że zakupy w hipermarkecie to naprawdę kiepski pomysł. Tak naprawdę dotyczy to praktycznie każdej branży, a nie tylko piwowarstwa i winiarstwa, ale daruję sobie ten monolog.

Wyrób piwa, wina, dowolnego innego alkoholu jest formą sztuki (użytkowej zresztą). Im lepszych surowców, materiałów i technologii użyjesz, tym lepszy uzyskasz smak. I właśnie dlatego odpada hipermarket, w którym wszystkie drożdże mają tę samą cenę, a jak się później okaże, także i smak mają identyczny. Z produkcji masowej na domową nie da się łatwo przejść, więc ze złożonych półproduktów należy korzystać możliwie rzadko – tylko wtedy, kiedy nie wpłynie to na smak albo w celach, nazwijmy to tak, eksperymentalnych i edukacyjnych.

Wiadomość w Alkohole - wytwarzanie

Czytaj dalej

Domowy browar z zasadami

Domowy browar z zasadami

Stare metalowe reklamy piwne

Stare metalowe reklamy piwne

Domowy wyrób piwa nie jest niczym skomplikowanym, szczególnie jeśli masz na myśli produkcję piwa z brewkitów. Niemniej nawet w tym ostatnim przypadku należy pamiętać o kilku podstawowych zasadach, które pozwolą przygotować dobre piwo, a jednocześnie cieszyć się z własnych sukcesów.

Po pierwsze: czystość

Czystość wszędzie tam, gdzie mają pracować drożdże, jest wymogiem koniecznym, choć niewystarczającym. Chodzi nie tylko o pełne wyczyszczenie i dezynfekcję fermentora – metod na to jest wiele, różnią się one między sobą stopniem trudności i skutecznością, ale którą wybrać trzeba – ale także o czystość w dalszym otoczeniu: kuchni, piwnicy, domu. Pamiętaj, że czystość to także pojęcie odnoszące się do czystości biologicznej. Postaraj się więc przygotowywać piwo zawsze w świeżo sprzątniętej kuchni, przechowywać w wydzielonym, czystym miejscu w piwnicy itd.

Po drugie: jeszcze więcej czystości

Czysty musi być także browarnik. Jakkolwiek dziwnie może to brzmieć, kąpiel, ochronny czepek na włosy, często mycie rąk itp. to wcale nie jest przejaw zbytniej ostrożności. Piwo, zwłaszcza na wczesnych etapach produkcji, jest bardzo podatne na zakażenie wieloma bakteriami i grzybami, które, nawet jeśli zabije je później alkohol, mogą produktami swojego metabolizmu zepsuć smak trunku. Dlatego właśnie należy zostawić fermentor w spokoju do czasu butelkowania.

Po trzecie: jakość

Stare metalowe reklamy piwne

Stare metalowe reklamy piwne

Pojęcie „kontrola jakość” ma zastosowanie nie tylko w dużych browarach, ale także w produkcji piwa domowego. Oczywiście w obu przypadkach oznacza coś innego, ale są też elementy wspólne. Trzeba na przykład mieć zawsze pod kontrolą jakość surowców. Ponieważ w domu korzysta się najczęściej z gotowych półproduktów, konieczne jest wybieranie dobrych, sprawdzonych i cenionych w środowisku domowych piwowarów dystrybutorów.

Po czwarte: tajemnica

Piwowarstwo nie jest sztuką tajemną, ale smak piwa zawsze wynika z kombinacji różnych składników. Ponieważ to produkt – mówię oczywiście o piwie domowym – naturalny, jego smak będzie mocno zależny od wszystkich użytych składników. Żadna woda nie jest idealnie czysta, chmiel, choćby ten sam szczep, ale z różnych rejonów, będzie miał minimalnie inny zapach, a jęczmień to cała historia. Mimo że dodawanych składników jest niewiele nawet w piwie z aromatami, to dopiero rozłożenie wszystkiego na czynniki pierwsza dałoby odpowiedź, czym smakuje piwo. Są to małe tajemnice piwowara, których się nie zdradza. Czasem chodzi o bardzo subtelną zmianę ilości, czasem o jakiś dodatkowy składnik, a czasem tylko o sposób przygotowania, a nawet miejsce. Piwo ma swoją magię, którą każdy musi dla siebie chronić. Dzięki temu właśnie piwa, choćby przygotowywane według tych samych receptur i z tych samych składników, ale przez różnych piwowarów, będą smakowały nieco inaczej. Takie drobne różnice, dzięki którym możliwe jest „dostrojenie” smaku piwa do upodobań, są prawdziwym skarbem, którego trzeba strzec.

Piwo napojem bogów!

Do tej pory pozostawało w Polsce w cieniu wina i sprzedawano raczej jego koncernowe, zwykle nudne i mało porywające odmiany. Od paru lat także duże koncerny włączyły się w bitwę o klientów niszowych, a lokalne browary podpisały kontrakty z hegemonami rynku. To, co dzieje się w Twojej piwniczce jest częścią pięknego zjawiska odrodzenia piwowarstwa w Polsce, które swego czasu było królową piwa, znaną bardziej od naszych południowych sąsiadów, ale którą okres PRL-u wtrącił w najczarniejszą czeluść. Tworząc swoje własne niepowtarzalne kompozycje, pomagasz Polskiemu browarnictwu znowu wypłynąć na powierzchnię i to w wielkim stylu!

Wiadomość w Alkohole - wytwarzanie

Czytaj dalej

Napowietrzanie brzeczki

Napowietrzanie brzeczki

Fermentacja jest zasadniczo procesem przebiegającym w środowisku beztlenowym, a sam tlen może mieć na drożdże fatalny wpływ, natomiast w początkowej fazie (przed rozpoczęciem fermentacji lub, jak twierdzą niektórzy, w pierwszych 30% jej przebiegu) brzeczkę należy napowietrzyć, aby drożdże prawidłowo się mnożyły.

Jak to robić?

Napowietrzanie brzeczki można przeprowadzić na kilka sposobów. Zasadniczo wykorzystuje się na szerszą skalę trzy: mieszanie ręczne, napowietrzanie pompką akwariową lub natlenianie z butli. Jeśli chodzi o mieszanie Z-czego-robi-sie-alkoholeręczne, to można posłużyć się łyżką cedzakową, można rozchlapując dekantować brzeczkę lub przelewać z fermentora do fermentora, natomiast jest to problematyczne ze względów sanitarnych – nie ma możliwości dokładnego oczyszczenia powietrza, więc zwiększa się ryzyko zakażenia brzeczki. Na tym tle najlepiej chyba wypada zwyczajne kołysanie fermentorem, które prowadzi się przez pięć minut tak, aby zachlapać częściowo również wieko (dlatego należy pamiętać o jego dezynfekcji). Po pięciu minutach osiąga się natlenienie na poziomie 8 ppm tlenu.

Pompka akwariowa to rozwiązanie bardzo estetyczne, ale wiążą się z nim dwa problemy. Po pierwsze, sprzęt musi być doskonale zdezynfekowany, a po drugie w ogóle trzeba w pompkę zainwestować, czego prawie nikt nie robi, biorąc pod uwagę fakt, że natlenienie brzeczki tą metodą powyżej 8 ppm tlenu i tak nie jest możliwe. Co jednak zrobić z piwami, które bezwzględnie wymagają wyższej zawartości tlenu? Tu pozostaje natlenianie z butli.

Butla z tlenem to koszt około 200 złotych plus – jeśli chcesz robić wszystko naprawdę profesjonalnie – musisz zaopatrzyć się w reduktor, wąż doprowadzający i kamień napowietrzający. Cały problem z tlenem polega na tym, że ten łatwopalny, wręcz wybuchowy gaz stwarza problemy natury BHP, to chyba oczywiste. Są jednak piwa, których inaczej napowietrzyć się nie da, jednak pamiętaj, że w przypadku natleniania z butli, musi być ono prowadzone w sposób całkowicie profesjonalny, bo fuszerka może skończyć się wypadkiem gorszym niż zmarnotrawienie brzeczki. Kolejnym problemem jest krótkowieczność kamieni napowietrzających. W zasadzie należy założyć nowy do każdej warki, tym bardziej że o zakażenia za pośrednictwem kamienia jest bardzo łatwo.

Kiedy napowietrzać?

Brzeczkę napowietrza się tuż przed dodaniem drożdży lub zaraz po ich zadaniu. Tlen potrzebny jest drożdżom tylko do rozmnażania (jest to w zasadzie jedyny proces życiowy tego grzyba, jaki może zachodzić w warunkach tlenowych). Co do zasady, większość drożdży wymaga stężenia tlenu na poziomie 8 ppm w brzeczce, ale warto sprawdzić to w instrukcji drożdży, gdyż każdy szczep ma nieco inne wymagania pod tym względem.

Według niektórych źródeł, brzeczkę napowietrza się kilkukrotnie, dopóki fermentacja nie dojdzie do 30% przebiegu. Jest to dobra rada w przypadku piw, które nie mają mieć estrowego charakteru, ale nawet wtedy doprowadzenie tlenu do fermentujących drożdży jest zadaniem nieco ryzykownym, biorąc pod uwagę fakt, że brzeczka już częściowo została zmodyfikowana przez pracujące komórki grzybów.

Bezpiecznie jest napowietrzać brzeczkę raz, za to zdecydowanie nie wolno tego procesu zaniedbać. Zbyt krótkie napowietrzania, uzyskanie za małego stężenia tlenu lub nieosiągnięcie optimum życiowego drożdży może zaburzyć przebieg fermentacji i doprowadzić do powstania wadliwego piwa. Jedyne, o czym trzeba zawsze bezwzględnie pamiętać to fakt, że każde akcesorium, z którym będzie miała styczność napowietrzana brzeczka, musi być dokładnie zdezynfekowane, bo wiele bakterii, w przeciwieństwie do drożdży, lubi natlenione środowisko.

Wiadomość w Alkohole - wytwarzanie

Czytaj dalej

Po co stosuje się płatki dębowe?

Po co stosuje się płatki dębowe?

Beczki dębowe

Beczki dębowe

Wiesz już zapewne, że najlepsze wina i wybrane destylaty leżakują w beczkach dębowych po to, aby nabrały odpowiedniego koloru, cierpkości i aromatu. Ponieważ w domowych warunkach inwestycja w beczkę bywa, delikatnie rzecz ujmując, nieuzasadniona, stosuje się zamiennik w postaci płatków dębowych, czyli czipsów. Po co?

Odpowiedź nieoczywista

Można by było przypuszczać, że skoro beczka nadaje aromat, kolor i smak, to tak samo będzie w przypadku płatków dębowych. Odpowiedź może być jednak nieco zaskakująca, ponieważ żadne płatki ani wiórki nie są w stu procentach dla wina tym, czym mogłaby być dla niego beczka. Oczywiście wpływają one na smak trunku, ale nie do końca w ten sam sposób, co drewno, z którego zbija się beczki. Dlaczego? Odpowiedź na to znajdzie się w dalszej części tekstu.

Przemysł lubi wynalazki

Płatki dębowe opracowane zostały na potrzeby win koncernowych, które dojrzewały już nie w beczkach, tylko w kadziach ze stali nierdzewnej. Rychło się okazało, że taki sposób starzenia wina nie daje tego samego efektu co zdecydowanie droższa, jednorazowa beczka, więc trzeba było sięgnąć po jakiś skuteczny sposób „przyprawiania” wina. Płatki dębowe były naturalnym wyborem, bo skoro deska dębowa daje aromat i barwę, to tak samo zadziała wiór dębowy, który w dodatku, mając większą powierzchnie wymiany, będzie zdecydowanie bardziej ekonomiczny. No niestety – nie da się dwóch srok za ogon złapać, ponieważ beczka ma jeszcze jedną cechę, której stal mieć nie może. W minimalnym, ledwie niezauważalnym stopniu pozwala na wymianę gazową. Przenikanie odrobinki tlenu jest drugim czynnikiem, który w połączeniu z wiórkami dębowymi daje tak pożądany efekt.

Płatki dębowe do alkoholu domowego

Płatki dębowe do alkoholu domowego

Płatki dębowe doskonale imitują drewno w zakresie dodawania koloru. Ten bierze się głównie z przypalonego drewna, ponieważ beczki były (w większości) opalane i tak samo (też w większości) preparuje się czipsy. Tutaj jednak możliwości są większe, ponieważ stopień przypalenia wiórków łatwiej jest kontrolować, niż w przypadku wypalania beczek. Można dość wiernie za pomocą czipsów dębowych podrobić oryginalny, cierpki smak wina. Ten zależy oczywiście od różnych czynników, ale odpowiednia kompozycja wiórków załatwi sprawę. Jeśli jednak chodzi o pełnię nut smakowych, to tutaj pojawia się problem, który jednak wyczuć mogą tylko najbardziej wyrobione nosy i podniebienia – beczki nie są wykonywane wyłącznie z dębu. Do ich produkcji wykorzystuje się także niewielkie ilości situ lub innej rośliny – służy to zabezpieczeniu połączeń między deskami i tak naprawdę właśnie ta „uszczelka” odpowiedzialna jest za przepuszczalność beczek dla gazów. Tak czy inaczej, jest to pewien dodatkowy składnik, który może wymieniać substancje chemiczne z winem, a czego nie da się załatwić po prostu kupując płatki dębowe.

Czy jest się czym przejmować?

Choć płatki dębowe nie mogą w sposób idealny i pełny substytuować beczki, w warunkach domowych są one naprawdę doskonałym wyborem. Nawet jeśli zainwestujesz w beczkę, to będzie ona z zasady niejako jednorazowa, ale to nie przeszkadza wykorzystać jej ponownie jako naczynia do przechowywania wina, a płatków dla dojrzewania dodać do środka. Jeśli jednak zagłębisz się w przepisy wykorzystania czipsów, to dopiero tam okaże się w pełni, jak duże są możliwości. Płatki można bowiem dodawać praktycznie na każdym etapie przygotowywania wina, a w dodatku zapewniają elastyczność, jakiej beczki nigdy nie dadzą – możesz mieszać różne rodzaje płatków, żeby osiągać coraz doskonalsze i bardziej zaskakujące efekty smakowe.

Wiadomość w Alkohole - wytwarzanie

Tagi: | |

Czytaj dalej

Nauczyć się piwa

Nauczyć się piwa

Piwa, które będą u Ciebie powstawały, na pewno nie będą tak różnorodne, jak mogłyby być, a to z tego prozaicznego powodu, że wszystkiego spróbować nigdy się nie da. Proponuje Ci jednak, żebyś już na początku swojej Akcesoria piwowarskie, piwo domowe piwko, browardomowykariery piwowarskiej postawił na różne typy piw. Nie robię tego bynajmniej po to, aby zmusić Cię do picia czegoś, czego nie lubisz, natomiast warzenie piwa to sztuka na tyle skomplikowana, że warto sięgać w różne jej zakamarki.

Z czego robi się piwo?

Wiem, że ten temat poruszałem już wielokrotnie, natomiast chcę zwrócić Twoją uwagę na coś innego, a mianowicie na to, co się komu wydaje. Pierwszy kontakt z Ale zwykle kończy się stwierdzeniem, że po pierwsze piwo to powstało bez użycia choćby odrobiny słodu (co jest oczywistym absurdem, ale nie każdy o tym musi wiedzieć), a poza tym nie da się go pić, bo chyba się zepsuło, tak bardzo jest gorzkie. Z drugiej strony radlery różnego rodzaju, w tym na przykład Karmi, to po prostu woda z karmelem czy tam innym aromatem. Otóż wszystko to piwa, a ich proces produkcji w ogólnym zarysie wygląda wręcz identycznie. Czym się różnią? Raptem paroma detalami, a uwierz, gdybyś nie wiedział, gdzie patrzeć, mógłbyś na oba te procesy spoglądać regularnie i nie dostrzec żadnej znaczącej różnicy, a przecież w smaku w zasadzie trudno dostrzec cokolwiek, co dałoby podstawy do porównań, prawda? To jedno z największych odkryć domowego piwowarstwa – małe zmiany w procesie warzenia prowadzą do olbrzymich różnic smakowych. Tego się trzeba nauczyć.

Czego możesz nie wiedzieć?

Chyba każdy wie, jak wygląda chmiel – ot, miękkie, zielone szyszki. O tym jednak, że poszczególne odmiany mają szyszki nieco inne, a już tym bardziej o tym, że w piwowarstwie szyszek używa się ekstremalnie rzadko, wie mało kto na początku swojej drogi piwowara. I nie ma w tym niczego złego, ponieważ piwo należy odkrywać. Piwo z mokrego chmielu? Tak, to możliwe, ale wbrew pozorom wcale nie powszechne. Ekstrakt słodowy? A co to w ogóle jest i do czego służy? Jeśli albo już sobie trochę piwowarzysz, albo przynajmniej czytujesz artykuły na mojej stronie regularnie, to już znasz odpowiedzi na wszystkie te pytania, ale przecież nie zawsze je znałeś. Tak naprawdę to pewnie nigdy nie będziesz wiedział o piwie wszystkiego, a to może i dlatego, że wiedza czasem jest ukryta nie tam, gdzie będziesz jej szukał.

Naucz się w sklepie

Internet internetem, książka książką, ale wiele można nauczyć się w sklepie, i to także tym internetowym. Czytając opisy produktów, opinie, dokładnie przyglądając się akcesoriom i szukając w tym inspiracji możesz odkryć coś zupełnie nowego. Bo choć piwo robi się od tysięcy lat, to wciąż nie można powiedzieć, aby ktokolwiek zgromadził całą wiedzę w jednym palcu. Wiele określeń używanych w piwowarstwie jest bardzo subiektywnych. By nie być gołosłownym: odmiany chmielu bywają opisywane bardzo różnie: jeden autor danej odmianie przypisze zapach grejpfrutowy, inny leśny, a jeszcze inny kwiatowy. Różnica jest spora, a jednocześnie żadna. Po pierwsze bowiem wcale nie musi wynikać z samej odmiany chmielu, tylko na przykład rodzaju obróbki i ilości użytej do piwa, a po drugie może też być tak – i na pewno wielokrotnie się o tym przekonasz – że po użyciu danego chmielu sam będziesz miał jeszcze inne zdanie. Wizyta w sklepie może być pomocna choćby dlatego, że poznasz sprzęt i akcesoria, dowiesz się, jaka może być dla Ciebie różnica wynikająca z zastosowania kadzi tworzywowej albo nierdzewnej i czy do piwa można dodawać dębowe wiórki – czasem nawet z gadaniny marketingowej możesz wyciągnąć jakieś inspiracje, które bodaj o krok pozwolą Ci przybliżyć się do celu, czyli wyprodukowania piwa o smaku idealnym.

Wiadomość w Alkohole - wytwarzanie

Tagi: | |

Czytaj dalej

Piwniczka z winami – co musisz wiedzieć

Piwniczka z winami – co musisz wiedzieć

Akcesoria na wino domowe

Akcesoria na wino domowe

Wino to alkohol, który na każdym etapie wymaga specyficznych warunków. Dotyczy to również starzenia w butelkach. Wydawać by się mogło, że samo szkło zamknie już odpowiednie mikrośrodowisko, ale wino, także w szczelnie zakorkowanej butelce, cały czas reaguje na to, co dzieje się na zewnątrz. Jak więc urządzić piwniczkę na wino?

W domu nie dasz rady

Budowane dziś mieszkania i domu raczej nie mają miejsca, które nadawałoby się do przechowywania wina. Oczywiście, jeśli masz tylko kilka butelek przeznaczonych do spożycia w niedługim czasie, to barek albo specjalna lodówka w zupełności wystarczą, ale jeśli produkujesz wino w domu, to musisz zadbać o to, aby butelki mogły gdzieś leżakować nawet przez kilka czy kilkanaście lat, zanim wino będzie nadawało się do wypicia ze smakiem. Na początku musisz zadbać o utrzymanie w ryzach trzech parametrów: temperatury, wilgotności i zapachów.

Temperatura

Temperatura jest istotna, ponieważ wpływa na kierunek i szybkość zachodzenia wielu reakcji chemicznych. Przyjmuje się, że wszystkie reakcje zachodzą dwa razy szybciej, jeśli podniesie się temperaturę o kolejne 10 stopni. Optymalna dla wina jest temperatura na poziomie 15-16 stopni. Oczywiście drobne odchylenia nie będą szczególnie szkodliwe, ale pamiętaj, że nie tylko zbyt wysoka, ale również niska (nie wspominając nawet o ujemnej) temperatura negatywnie wpływa na smak wina, szczególnie czerwonego.

Wilgotność

Korek – wydaje się nieduży i nieszczególnie istotny, prawda? Jednak właśnie on wymaga szczególnej dbałości. Dba się o niego zachowując odpowiednia wilgotność. Optymalna jest, jeśli wynosi 75-85%. Przy mniejszej korek może wyschnąć i przestanie szczelnie przylegać do szyjki butelki. Istnieje wtedy ryzyko, że składniki wina zaczną się utleniać, wino skwaśnieje, zapleśnieje lub przynajmniej straci smak. Duża wilgotność może powodować pleśnienie korka (a pleśń może przerosnąć również do wnętrza butelki) i – a to przy dużej ilości butelek nie jest wcale bez znaczenia – odklejanie się etykiet.

Zapachy

Co do zasady, korek skutecznie chroni przed przenikaniem zapachów, ale jeśli w piwniczce zapach będzie wyraźny, to może się on przedostawać także do wina. Szczególnie niepożądane są zapachy detergentów, rozpuszczalników i farb. Jeśli przedostaną się do wnętrza butelki, to wino nie będzie się nadawało do picia, dlatego warto zadbać o to, aby w piwniczce nie był wyczuwalny żaden zapach.

Światło

Ciemne szkło dobrze chroni przed dostępem światła, które mogłoby wpłynąć na właściwości wina. Miejsce, w którym przechowujesz wino, powinno być całkowicie ciemne. Jeśli butelek nie ma wiele, to wystarczy przykryć je kartonem lub skrzynką. Oczywiście ze względów praktycznych warto zamontować jakąś żarówkę, ale uwaga – zwykłą, a nie jarzeniówkę. Jej moc nie powinna przekraczać 40 W, większa daje zbyt jasne światło.

Jak to zrobić?

Sposobów na przekształcenie zwykłej piwnicy w miejsce do przechowywania wina nie ma zbyt wiele, ale większość z nich ma bardzo długą tradycję – wyłożenie podłogi drewnem, drewniane drzwi, usunięcie z piwnicy w miarę możliwości wszystkiego poza butelkami. Czasem nie da się wiele zrobić, ale w każdej sytuacji należy dołożyć wszelkich starań, aby wino było przechowywane w warunkach tak dobrych, jak to tylko możliwe.

Pamiętaj, że wino to trunek wrażliwy i nawet taki drobiazg, jak ułożenie etykiety może mieć znaczenie: jeśli znajdzie się ona na górze to raz, że osłoni przed odrobiną światła, a dwa, że w celu zlokalizowania odpowiedniej butelki nie trzeba ich będzie w ogóle ruszać.

Wiadomość w Alkohole

Tagi: |

Czytaj dalej

Whisky a whiskey – to samo, czy coś innego?

Whisky a whiskey – to samo, czy coś innego?

Whisky i whiskey to dwie nazwy tego samego trunku. Właśnie – tego samego? Czy aby na pewno? Na pewno wiadomo, że iryjscy mnisi wyrabiali wodę życia w VII wieku, ale co stało się później? Oto historia prawdziwa o produkcji jednego z najbardziej pożądanych alkoholi świata.

Najkrótsza receptura

Whisky to napój destylowany z przefermentowanego słodu zbożowego. Teoretycznie można by było tutaj ten opis zakończyć, ale nie wyszłoby z tego nic poza wódką albo bimbrem, które jednak w sposób zasadniczy

Drożdże gorzelnicze, butelki ozdobne, akcesoria hobbystyczne

Drożdże gorzelnicze, butelki ozdobne, akcesoria hobbystyczne

różnią się od whisky. Trzeba więc nieco tę recepturę skomplikować. Zacier musi bowiem dojrzewać w beczkach z określonych gatunków drzew, a efekt owego dojrzewania musi zostać przefiltrowany przed butelkowaniem. I znów – można by było powiedzieć, że na tym wymagania się kończą, ale jeśli chodzi o whisky, to nic nie jest proste. Trunek ten jest bowiem bardzo precyzyjnie opisany językiem prawa. Beczka, w której leżakuje alkohol musi mieć objętość nieprzekraczającą siedmiuset litrów, a poza tym okres dojrzewania nie może być krótszy niż 3 lata.

Komplikacje w nazwie i substancji

Whisky produkowana jest w ponad 20 krajach, a każda jest nieco inna, nawet jeśli wzorowane są na tej samej recepturze. Oczywiście największą różnicę stanowi dobór surowca, ale zmienne są także standardy leżakowania i samego procesu produkcyjnego. Amerykańska whiskey, zwana niekiedy nieprecyzyjnie bourbonem, która to nazwa zastrzeżona jest dla ścisłego obszaru geograficznego, wyrabiana jest ze słodu kukurydzianego, a w zależności od regionu można też używać jęczmienia, żyta albo pszenicy.

Nazwy whisky i whiskey teoretycznie można używać zamiennie, natomiast jest to praktycznie uznanie geograficzne: Szkoci, Japończycy i Kanadyjczycy opowiadają się za uproszczoną pisownią, a Amerykanie i Irlandczycy dodają „e”, które podobno z nazwy szkockiej zniknęło nie ze względów politycznych, ale praktycznych, bo podobno tak szybciej można przystąpić do picia, skoro oszczędza się czas na podpisanie butelki.

Sama nazwa zresztą jest bardzo ciekawym przypadkiem przemian językowych, bo iryjscy mnisi przetłumaczyli sobie po prostu z łaciny określenie aqua vitae, oznaczające wodę życia, i użyli nazwy gaelickiej, uisge beatha. Od „uisge” tylko krok był do „uiskie” (to wiek XVII) i dalej do whiskie, co po kolejnej przemianie doprowadziło do obecnej nazwy, czyli whiskey, bo taka jest wersja z Zielonej Wyspy, Stanów i reszty świata, która trunek ten poznała głównie dzięki Amerykanom.

Whisky – skąd?

Za ojczyznę whisky często mylnie uznawana jest Szkocja. To szkocki trunek często uchodzi za wzór, mimo że – przynajmniej pod względem chronologii – tak być nie powinno. Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że szkocka whisky, irlandzka whiskey i amerykańska whisky vel bourbon to najpopularniejsze gatunki tego trunku. Zaskoczeniem w rankingu może być dalsza część rankingu, gdzie stawkę otwiera Japonia. Za nią plasują się Kanada czy Australia, a prawdziwe perełki produkuje się także w Indiach, Nowej Zelandii, Bułgarii, Szwecji, a nawet Korei Południowej. Ewentualnie dolicz sobie do tej listy także swoją piwniczkę, ale tutaj z pewną dozą ostrożności – nie wszystko whisky, co się świeci.

Do tej listy wypadałoby dodać listę krajów, w których produkowane są zaprawki i aromaty o smaku whisky, ale będzie ona bardzo podobna: największa ich ilość pochodzi z Irlandii, Szkocji i Stanów Zjednoczonych, choć część zaprawek pochodzi z naszego rodzimego rynku, jednak ich jakość nie pozwala zazwyczaj na uzyskanie smaku przynajmniej zbliżonego do oryginału, a w wybranych sklepach można kupić zaprawki japońskie.

Wiadomość w Alkohole

Czytaj dalej

Słowo o winach Australii

Słowo o winach Australii

Australia to dziwny kraj – zajmuje cały kontynent (a na upartego można się dziwić, dlaczego nie jest to po prostu duża wyspa), wszyscy mieszkają przy brzegu morza (ewentualnie oceanu), w centrum jest pustynia, a produktem eksportowym jest wełna i wino.

Wina australijskie

Doskonałe wina także domowe

Doskonałe wina także domowe

Wina australijskie coraz częściej są przedstawiane jako alternatywa dla trunków włoskich i francuskich. Powodów po temu jest kilka, natomiast faktem pozostaje, że na bazie owoców tych samych szczepów winogron, Australijczycy są w stanie produkować wina zdecydowanie bardziej wyrównanej jakości.

Produkcja wina na masową skalę nie ma na kontynencie kangurów szczególnie długiej tradycji. Miejscami co prawda natura sprzyja uprawom, ale z braku miejsca Australijczycy raczej nie zakładali olbrzymich winnic. Większość australijskich winnic to kupaże nie tylko odmian, ale i smaków, nawet i potrójne. Dominują jednak mariaże Cabernet sauvignon z Shiraz oraz Colombard z Chardonnay. Wina australijskie cechują się dobrze ustrukturyzowanym smakiem, który w każdej butelce jest idealnie taki sam nawet dla najbardziej wyczulonych znawców i smakoszy. Produkcja wina w Australii rozwija się do tej pory przede wszystkim jako biznesy rodzinne. Niewiele jest korporacyjnych winiarni, dlatego zdarza się, że poszczególne winnice często produkują przez kilka lat jeden smak wina, a następnie, kiedy starsze roczniki się sprzedają, winogrona przerabiane są na inne trunki – słodsze, bardziej wytrawne albo wręcz wysublimowane. Można odnieść wrażenie, że produkcja wina dla Australijczyków jest swego rodzaju zabawą w chowanego – wiele winnic dopiero po kilkudziesięciu latach ustaliło jeden typ produkcji.

Dlaczego właśnie tak?

Położenie geograficzne Australii i warunki klimatyczne pozwalają na produkcję win o smaku całkowicie niezależnym od kaprysów pogody, a to dlatego, że kaprysów pogody w znaczeni europejskim tutaj praktycznie nie ma. Czasem, owszem, jakiś sztorm, jakiś olbrzymi pożar lasu, ale powodzie albo katastrofalne susze zdarzają się rzadko (fakt, jak już się zdarzą, to na solidną skalę), a nie na przeciętną skalę, ale ze to rok rocznie. Gleby nie są nadzwyczaj zróżnicowane, słońce grzeje całkiem przyzwoicie, a dziwnym trafem do Australii sprowadzono właśnie takie odmiany winogron, które wcześniej niekoniecznie miały do czynienia z podobnymi warunkami – przede wszystkim chodzi o ich stabilność.

Czego możesz się nauczyć?

Wina australijskie są inspirujące dla domowych winiarzy. Jeśli przejdziesz się do sklepu, znajdziesz je gdzieś na dolnych pólkach – ich ceny są bardzo niewygórowane, natomiast jeśli chodzi o smak – tutaj możesz spokojnie poprowadzić linię prosta do win włoskich czy francuskich. Oczywiście Australijczycy mają swoje małe tajemnice, bo wszak inny klimat wymusza pewne drobne techniczne zmiany w procesie winifikacji, natomiast faktem jest, że mając znacznie krótsza tradycję winiarstwa, mogą z powodzeniem rywalizować ze światowymi gigantami. Dla Ciebie oznacza to, że niezależnie od doświadczenia, w swojej piwniczce też możesz wyprodukować prawdziwe skarby. Prawdziwą inspiracją powinna być dla Ciebie jednak australijska niestałość w uczuciach. W stosunku do ludzi jest ona problemem, ale w stosunku do wina – nieocenioną zaletą. To właśnie przyrodzona ciekawość pcha winiarza w stronę kolejnych eksperymentów, nowych receptur i sposobów spojrzenia na świat. Od Australijczyków mógłbyś się nauczyć improwizacji – każda winnica tam pracuje nieco inaczej, dając światu wina o smaku niby podobnym do pozostałych, ale jednak odrębnym.

Wiadomość w Alkohole

Tagi:

Czytaj dalej

Wina biodynamiczne

O winach biodynamicznych słów klika

Alkohole domowe, gorzelniane drożdże gorzelnicze - produkty dla hobbystów

Alkohole domowe, gorzelniane drożdże gorzelnicze – produkty dla hobbystów

Wina biodynamiczne w ostatnich latach stają się coraz popularniejsze. Choć nazwa ta wydaje się ciut skomplikowana, za nią kryją się po prostu wina z upraw ekologicznych. Jaka jest różnica między nimi a tradycyjnymi trunkami?

Wiara w moc księżyca

Wina biodynamiczne pochodzą z winnic, które są częścią ekosystemu. Rozwińmy tę myśl: tak naprawdę przecież każda winnica jest swego rodzaju ekosystemem i częścią większej struktury biotycznej (tak samo, jak jest elementem krajobrazu). To założenie powoduje, że producenci win biodynamicznych nie traktują swoich winnic jako układów zamkniętych. Świadomość, że pewne substancje do winnic docierają z zewnątrz (choćby woda, która spływa ze szczytów wzgórz po deszczu, niosąc minerały wypłukane z gleby), a inne z winnic „uciekają” (przede wszystkim same winogrona przerobione na wino, ale nie tylko). Taka filozofia i takie spojrzenie wymuszają inny styl uprawy. W Polskiej praktyce nazywa się to raczej uprawą ekologiczną, a więc taką, w której ingerencja w proces wzrostu i rozwoju roślin jest ograniczona do minimum, a dąży się do pełnej integracji winnic z otaczającym je ekosystemem naturalnym. Co to wszystko ma wspólnego z księżycem? No cóż – w zależności od tego, jak szeroko zdefiniuje się „ekosystem”, można stosować różne metody uprawy, czasem związane właśnie z kalendarzem księżycowym.

Co z wydajnością?

Oczywiście ekologiczne uprawy winorośli dają mniejsze plony niż intensywne formy wykorzystywania winnic. To zresztą cecha ogólna wszystkich upraw „bio”. Warto jednak zaznaczyć, że wydajność najlepszych winnic, na przykład tych, które produkują wino oznaczone symbolem DOCG we Włoszech, i tak jest odgórnie ograniczona prawem, a to ze względu na jej związek ze smakiem (im mniej winogron, tym bardziej skoncentrowany smak, dlatego winorośl przycina się w taki sposób, aby na jednym pędzie wyrosła tylko jedna kiść). Stąd też, jeśli chodzi o wina biodynamiczne, nie pochodzą one wcale z upraw mniej wydajnych niż doskonałe trunki klasyczne.

Proces produkcji

Gorzelniane drożdże gorzelnicze SpiritFerm Turbo Fruit - najlepsze drożdże do nastawów owocowych

Gorzelniane drożdże gorzelnicze SpiritFerm Turbo Fruit – najlepsze drożdże do nastawów owocowych

W procesie produkcji win biodynamicznych do minimum ograniczone jest wykorzystanie urządzeń mechanicznych. Począwszy od zbiorów, które przeprowadza się wyłącznie ręcznie, po butelkowanie, do którego wolno używać kapslownicy, ale także jedynie manualnej, większość czynności wykonywana jest bez pomocy maszyn, a już tym bardziej elektroniki, która często znajduje zastosowanie w produkcji przeciętnej jakości win (oraz win, które nie są sklasyfikowane).

Każdy, kto chce się dowiedzieć, jak robić wino biodynamiczne, musi zacząć od nauki pewnych podstawowych zasad funkcjonowania ekosystemu. Zwolennicy win oznaczonych jako „bio” twierdzą, że trunki tego rodzaju mają jakość o wiele wyższą od zwykłych, ich produkcja jest bardziej przyjazna środowisku. Różny ma być również smak. Oczywiście każde podniebienie odbierze to nieco inaczej, natomiast wina bio przede wszystkim są wyrazem swego rodzaju podejścia do problemu upraw i produkcji wina.

Uwaga techniczna

W zasadzie poza Francją kwestia używania nazw „wina biodynamiczne”, „bio” czy „ekologiczne”, nie została prawnie unormowana, dlatego pijąc tego rodzaju wina, należy zachować pewną ostrożność. Większość win biodynamicznych możesz zrobić albo sam,

albo kupić na lokalnych jarmarkach lub wprost w winiarniach. W sklepach raczej się one nie pojawiają, a to choćby ze względu na niewielką produkcję i – przynajmniej na razie – niezbyt duże zainteresowanie wśród polskich smakoszy. Wybrane wina biodynamiczne uzyskują jeden z następujących certyfikatów dla żywności eko: AB (Agriculture Biologique) lub Demeter, lub ECOCERT SAS.

Wiadomość w Alkohole - wytwarzanie

Tagi: |

Czytaj dalej